• wtorek, sierpień 31st, 2010
Niby do jesieni jeszcze trzy tygodnie, ale mnie już pachnie jesienią… Nawet nie muszę wychodzić z domu. Może dlatego, że właśnie jesienią moje dziecko ma urodziny? Może dlatego, że w kuchni zakwitły już eschynantusy? Zawsze cieszą oczy, bo są bogato obsypane kwiatami, ale ich kwitnienie to jednak początek jesieni:

Przede mną miłe dni, bo w sobotę przyjeżdżają moi rodzice, wprawdzie zaledwie na trzy dni, bo zatrzymają się u nas w drodze do Kołobrzegu, ale i tak super – już się umówiłam z mamą do sklepu ;) A w międzyczasie przyjeżdża koleżanka i pewnie zobaczymy się nie jeden raz podczas jej pobytu w Gdańsku – radocha, że hej :) No i w planach już urodziny Zośki. Planuję już tort, bo będzie to mój pierwszy mały grzeszek odkąd jestem na diecie, mam już kupione ozdoby, mam już mniej więcej projekt w głowie, mamy też ustalone, co kupujemy my, co babcie, etc. No i najważniejsze tej jesieni: kupujemy dom. Nieodwołalnie. W przeciągu dwóch tygodni powinniśmy dostać dokumenty z UM, z nimi jedziemy do notariusza, M się już wszystkiego dowiadywał. Przed upływem miesiąca powinniśmy mieć akt notarialny w ręku :) Oby bez przeszkód.
• czwartek, sierpień 26th, 2010
Szukałam prezentu dla koleżanki. Szczególnego upominku dla wyjątkowej osoby, z którą się niedługo zobaczę. Miał być symboliczny, skromny, niedrogi, ładny, a przy tym pasujący do osoby, do okoliczności, miał być symbolem “czegoś”. Dodatkowo chciałam, by było to coś, co będzie używane, noszone, co będzie przypominało nasze spotkanie. Szukałam, szukałam, szukałam. Chyba w sumie ze dwa miesiące wertowałam sieć, sklepy internetowe, Allegro… I kiedy straciłam już nadzieję i wybrałam coś zupełnie nie-symbolicznego i niezupełnie-szczególnego, zajrzałam do innych przedmiotów sprzedającego i znalazłam COŚ. Bardzo szczególnego, bardzo trafionego i bardzo symbolicznego, a przy tym niedrogiego, ładnego i niewielkiego, co zmieści się wszędzie… Opłaciło się szukanie :) Jestem przeogromnie zadowolona :)
• wtorek, sierpień 17th, 2010
To była chyba najgorętsza noc w tym roku :/ Wbrew pozorom… Spałam dziś z córą, bo mała miała jakieś koszmary (chyba też z tego gorąca), w nocy obudziła się na siku, poszłyśmy, zrobiła i jak się drugi raz położyła, to od razu zasnęła jak kamień. A ja leżałam i czułam, jak robię się mokra i nie mam czym oddychać. Wstałam i otworzyłam okno na oścież. Powietrze nawet się nie poruszyło. Liście na drzewach za oknem po prostu nieruchomo wisiały i ani drgnęły. Leżałam i patrzyłam w ciemne niebo. Oczy mi się zaczynały już zamykać, kiedy wydało mi się, że błysnęło – krótko, jakby ktoś obok zrobił zdjęcie z lampą błyskową. Liczę, liczę… Nic. Po parunastu minutach błysnęło znowu i wreszcie do pokoju trochę tlenu wpadło. Z każdą minutą wiatr stawał się mocniejszy. W końcu wiało już dość mocno i wreszcie można było odetchnąć. Błyskało się częściej, zaczęło grzmieć, aż w końcu lunął deszcz. I zrobiło się cudownie :) A moje dziecko spało w najlepsze. Grzmiało, wiało, okno otwarte zostało na całą noc – spało się świetnie. I jak później spojrzałam na zegar, okazało się, że od mojego położenia się z Zośką do chwili, gdy mniej więcej spadł deszcz, minęły prawie trzy godziny – kto by pomyślał, że aż tyle czekałam na tę zbawienną burzę :)
• niedziela, sierpień 15th, 2010
Wróciły upały. Ponoć u nas ma być dzisiaj najchłodniej, “zaledwie” 28 stopni… Ale dajemy radę :) Jedziemy zaraz do teściów na wieś na dwie, trzy godzinki, a potem, na obiad, wracamy do domu. Zosia właśnie szykuje swoje rzeczy, które zabiera do babci, oczywiście z Kitką i Pomponem na czele. Za dwa tygodnie załatwiamy formalności dotyczące wykupu domu, płacimy, podpisujemy akt notarialny, dostajemy go do ręki – bajka ;) Oby obyło się bez problemów maści wszelakiej…
Ogólnie spokojnie ostatnio i bez stresów, zwłaszcza, że moja przyjaciółka urodziła w piątek synka :) I jest szczęśliwa :)
• niedziela, sierpień 08th, 2010
O zlocie… Hmmm… ;) Było ekstra, jak zawsze :) Dziewczyny z naszego forum (bo to babskie forum, tylko dla kobiet), często się spotykają, nie tylko na kawkę, czy pogadać, ale również na takich zlotach w większym nieco gronie. Na ogół przy okazji wyjazdu którejś w okolice zamieszkania innej i tak wokół tego tworzy się wianuszek innych. Ostatnio, u mnie, było nas w sumie sześć. Posiedziałyśmy w ogródku, później w domu, pogadałyśmy, pośmiałyśmy się, nie wiadomo, kiedy minęły blisko cztery godziny. Za mniej więcej miesiąc mamy powtórkę, w podobnym gronie, ale dodatkowo z koleżanką, która przyleci z Kanady i która jeszcze na zlotach nie była, choć jest Polką i pochodzi stąd, w dodatku z Gdańska :) Tak więc na tego rodzaju zlotach nigdy nie można się do końca nagadać, więc potem nadrabiamy na forum. Duuuużo tam naszych postów (sama nastukałam ponad 14,5 tysiąca :) ).
Tymczasem… Za mniej więcej miesiąc będziemy mogli załatwiać formalności związane z wykupem naszego domu i to jest baaardzo dobra wiadomość ;) Planujemy remont kuchni, chyba narobię zdjęć w stylu “przed” i “po” ;)
• poniedziałek, sierpień 02nd, 2010
Tata był prawie dwa tygodnie, wrócił do domu w niedzielę. Czas – nie wiedzieć kiedy – upłynął jak jeden dzień, zupełnie jakby tata wpadł tylko na popołudniową herbatę i migdałowo-wiśniowe ciasto, którym nadal jeszcze pachnie w domu… Przyjedzie teraz z mamą w drodze do Kołobrzegu, za jakieś dwa miesiące.
A dziś goszczenia się ciąg dalszy. Mamy mały zlocik z babskiego forum, kilka z nas spotyka się u mnie w ogrodzie przy cieście, kawach, herbatach, napojach wszelkiego rodzaju poza alkoholowymi, bo też połowa z nas jest w ciąży, a druga połowa albo nie pije, albo prowadzi, albo przyjeżdża z dziećmi :) Początek: godzina 16.30. I pewnie do wieczora posiedzimy. I cieszę się dzisiaj ze słońca i przyjemnej pogody, bo jutro ponoć ochłodzenie o kilkanaście stopni i deszcz (dawno nie padało…). Ale nic to, nawet jak będzie deszczowo, i tak poleziemy z Zosiakiem gdzieś na spacer. Bo moje dziecko lubi deszcz i kałuże, tak jak i jego mama ;)

• poniedziałek, lipiec 19th, 2010
Przeżyliście te upały? My ledwo, ledwo, a przecież u nas i tak było najchłodniej… Tydzień czasu spędziliśmy we trójkę w domu (M też, bo skręcił nogę), zamykaliśmy okna i drzwi, zasuwaliśmy rolety, włączaliśmy wentylatory, raczyliśmy się lodami, arbuzami, wodą, a jak trochę zelżało, właziliśmy do basenu i jakoś daliśmy radę. Wczoraj i dzisiaj wietrzę dom, temperatura spadła już z 29 stopni w pokojach do zaledwie 24, od czwartku znowu ma być ciepło, więc wyrzucam upał z domu, jak tylko mogę.
Jutro przyjeżdża mój tata, więc pewnie troszkę mnie tu nie będzie – czas szybciej leci, kiedy są u nas moi rodzice ;) A z nowości: kupiłam niedawno fuksję, taką, jaką zawsze chciałam upolować, z podwójnymi kwiatami :)
