Autorska Witryna Marty

O mnie

Ja…

Drzemie we mnie niezwykle romantyczna, rozmarzona dusza,  często wybiegam myślami tak daleko, że zapominam o całym świecie. Potrafię przesiedzieć kilka godzin wpatrując się w gwiazdy i podróżując w wyobraźni do miejsc, w których nigdy nie byłam. Noc wyzwala we mnie dzikie marzenia i pomysły, lubię jej zapach, chłodny wiatr, który się wtedy budzi, szum liści, a w maju i czerwcu przepiękną piosenkę słowika, którą słyszę za oknami. Uwielbiam szum morza, zapach soli, dotyk rozgrzanego piasku na stopach, bzy w moim ogrodzie i mój dom. Bardzo ostrożnie dobieram sobie przyjaciół, ale niezwykle wysoko cenię przyjaźń.

Jak piszę?

Niejednokrotnie słyszałam już to pytanie i choć piszę od wielu lat, to mój sposób się nie zmienia. Stolik, na nim laptop, relaksacyjna muzyka w tle, celtycka na przykład albo z dźwiękami natury, na szafce świece, czasem zwykłe tealighty, czasem coś zapachowego (lawenda, ocean, opium, wanilia z pomarańczą). Półmrok w pokoju i stukot klawiszy komputera. Na ogół tak to mniej więcej wygląda:


 A czasami laptop wędruje na kolana :) A skąd biorę pomysły? Z głowy oczywiście. Przychodzą do mnie same, nie szukam ich. Kiedy piszę, nie ma mnie dla nikogo, często nie odbieram telefonów, nie zwracam uwagi na domofon, na to, co dzieje się wokół. Kiedy natomiast podczas pisania książki nagle zaczynam rozmyślać nad bohaterami następnej, wiem już, że ta obecna powoli dobiega końca i że czas zamykać kolejne wątki. Subtelnie wkrada się nowy pomysł, nad którym wkrótce zacznę pracować. Ukończoną książkę długo jeszcze czytam, dopracowuję i uzupełniam. 

Kocham zwierzęta

W domu były głównie ptaki (kanarki, zeberki, mewki australijskie, znaleziony zimą czyżyk, gołąb z raną na karku, znaleziony młodziutki wróbel). Najdłużej, bo 17 lat, mieszkał u mnie czyżyk ochrzczony niezbyt oryginalnym imieniem “Czyżyk” - oswojony, cieplutki, jadł z ręki, witał się, kiedy wracałam do domu, jego śpiew można porównać tylko do śpiewu słowika. Umarł ze starości na mojej dłoni.

 Była też Aria, moja ukochana suczka, która odeszła 21 września 2003 roku po blisko 13 latach życia… Mogłabym o niej napisać bardzo wiele, ale żadne słowo nie odda psiej miłości i wierności. Poświęciłam jej kilka wierszy, nadal bardzo mi jej brakuje. Pochowaliśmy ją z rodzicami na cmentarzyku dla zwierząt Psi Los pod Warszawą... Zawsze będzie w moim sercu…

Trochę faktów

Urodziłam się w Warszawie, w maju 1975 roku. Mama - rdzenna Warszawianka. Tata - Gdańszczanin - wiele lat temu przeprowadził się z Gdańska do Warszawy. Po latach ja również wyemigrowałam ze stolicy i w 2002 roku wylądowałam w Gdańsku. W ogóle historia rodziny z taty strony krąży wokół tych dwóch miast. Moja prababka (Anna Potocka) mieszkała na dzisiejszym warszawskim Ursynowie, w pobliżu Wilanowa i pałacu książęcego księcia Poniatowskiego. Po latach jej potomkowie znaleźli się w Gdańsku, a moi rodzice w tej chwili mieszkają dokładnie w tym samym miejscu, co kiedyś prababka. Tak to się plotą ludzkie losy :)  

Prywatnie…

… jestem żoną i mamą. Wraz z mężem i córką mieszkamy w niedużym domku z ogrodem. Tutaj uwielbiam spędzać wolny czas, tutaj wychowuję wraz z mężem nasze dziecko, tutaj odpoczywam i tutaj właśnie piszę. 

Moje pasje…

Moja rodzina. Zawsze na pierwszym miejscu. No i książki, rzecz jasna. Malarstwo: Tycjan, Dali, Renoir, Degas, Caravaggio, Warren, Kinkade… Sonety Shakespeare’a, wiersze Asnyka, powieści Agathy Christie, majstersztyk Joe’go Alexa. Pełna jestem uznania dla fantazji i mistrzostwa Tolkiena, ale lubię też odwiedzać świat "Harry'ego Pottera". Lubię pracować w ogrodzie, doglądać moich roślin, patrzeć, jak kwitną kwiaty, które sadziłam. Lubię obserwować, jak z dnia na dzień zmienia się moje dziecko, jak rośnie i jak się rozwija. Lubię spędzać czas z moim mężem.

Kocham:

swój dom i rodzinę, książki, ogród, popcorn przy dobrym filmie, czereśnie, zapach bzu, czekoladę pełnomleczną, wiosnę i cykanie świerszczy za oknem.