Autorska Witryna Marty

Zaklęta - Odczarowanie

      Byłam zaklętą przez całe lata księżniczką. Król Zimna nie chciał wypuścić mnie z zamku, w którym miałam spędzić całe życie uwięziona przez tego, który skradł mi klucz do mojego więzienia. Moje serce stało się bryłką lodu, odpychając od siebie wszystko to, co miało temperaturę wyższą niż płatek śniegu. Słońce zapomniało o mojej lodowej klatce, nie zaglądało do mnie nigdy. Nikt nie zaglądał, wokół panowała cisza tak przejmująca i głucha, że kłuła w uszy tak mocno, iż bolały bębenki. Ptaki, kwiaty, ludzie - nie istnieli dla mnie, bez słońca przecież nie mogą przetrwać. Jedyną muzyką był dla mnie świst wiatru i brzęczenie kostek lodu... Przestałam walczyć, poddałam się woli Króla Zimna, poddałam się temu, co mi zostawił tamten - żalowi, goryczy i wiecznemu więzieniu w lodzie.
      Ale któregoś ranka nad moją klatką wzeszła złota kula... Gorąca, ogromna... Myślałam, że to sen, ale jednocześnie usłyszałam zgrzyt klucza w zamku i drzwi więzienia uchyliły się. Do środka zajrzało ciepło, płatki śniegu na mojej skórze zaczęły szybko topnieć, z korali sopli wplecionych w moje włosy kapnęły pierwsze kropelki wody, policzki zamiast śniegu musnęło wiotkie babie lato, w moich dłoniach pojawiło się naręcze oszałamiająco pachnącego bzu. Z ciepłych krajów wrócił mój ptak - radość. To byłeś Ty. To Ty znalazłeś klucz do mojego więzienia, wyrzucony kiedyś przez kogoś innego, podniosłeś go i otworzyłeś drzwi. Zabrałeś mnie z klatki i wtedy zrozumiałam, że to nie radość była ptakiem, lecz ja. To ja odleciałam na całe lata do ciepłych krajów, moja dusza wywędrowała, ciało zostało uwięzione. A Ty obudziłeś we mnie szczęście. Zamek lodu stopniał w cieple Twojego spojrzenia. Król Zimna umarł. Jesteśmy my: Ty i ja. Na łące. Słonecznej, pogodnej, pełnej skowronków, kwiatów i chmurek na niebie. W krainie wiecznej wiosny.