Autorska Witryna Marty

Sen

      Przysnęłam dziś w fotelu. W tle cicho brzęczał telewizor, przez firanki przedzierały się jesienne promienie słońca, a do mnie przyszedł sen... Było ciepło i przytulnie. Przepełniało mnie cudowne uczucie bezpieczeństwa. Cały czas czułam w pobliżu Twoją obecność. Z początku Cię nie widziałam, ale tylko przy Tobie czułam się zawsze tak swobodnie, więc z całą pewnością tam byłeś.
      Siedziałam w dużej sali na jakimś spotkaniu. Nie wiem, co się na nim działo i kto poza mną na nim był, ale to nie miało najmniejszego nawet znaczenia. Poza uczuciami nie liczyło się w tamtej chwili nic. Spotkanie było zaledwie marnym tłem. Gdzieś ktoś z kimś rozmawiał przyciszonym głosem, ściany głaskało przyjemne, stłumione światło lampek z abażurem. Pełgające płomyki okryły salę siateczką pomarańczowego blasku...
      Na chwilę przymknęłam oczy. Otuliły mnie czułe ramiona, stałam się lekka jak piórko unoszone podmuchem wiatru. Nagle znikły światła i wszystko wokół zamazało się. Poczułam dotyk Twoich palców na policzku, a potem zatonęłam w pieszczocie Twoich ust. Całowałeś moją szyję, z żarem, namiętnie, doskonale wiedząc, jak to uwielbiam... Odpływałam w puchatą, miękką nicość. Pieściłeś mój kark wargami, językiem... Roztapiałam się pod Twoim dotykiem, który stawał się coraz bardziej naglący, gorętszy, przyspieszający bicie mojego serca. Otoczyło mnie dobrze znane uczucie podniecenia i delikatnego odrętwienia. Uwielbiam Twoje pieszczoty, czuję się wyjątkowa, kiedy mnie dotykasz...
      Potem, jak to w snach bywa, wszystko się zmieniło. Zrobiło się zupełnie cicho i choć płomyki nadal pełzały po ścianach, nie siedziałam już w sali, a na brzegu wanny wypełnionej pachnącą ciepłą wodą o barwie i woni morskiej piany. Blask na ścianach nie należał już do lampek z abażurem, a do jęzorków ognia, który głaszcząc ściany pieca, pomrukiwał z zadowoleniem. Gorące płomienie tchnęły w powietrze życie, pożądanie i przyjemne lenistwo. Ponownie poczułam na szyi Twoje pocałunki. I mimo iż ogień bardzo się starał trzeszcząc i szumiąc, nie udało mu się wytworzyć tyle ciepła, ile my razem, we dwoje...
      Brzęczyk telefonu przerwał mi sen. Po raz pierwszy jednak w takiej chwili nie odczułam niechęci do wynalazku pana Bella. Jutro wracam do domu. Do Ciebie. I na samą myśl się uśmiecham.